Kilka słów i przepis na ciasteczka wegańskie
źródło: soup.io
Miałam napisać coś w styczniu, a tymczasem już luty. Ale udało mi się napisać częściowo licencjat, co jest o wiele lepszym osiągnięciem.
Nie to, co luty. Niby zima, ale śniegu nima. W zasadzie nie szkodzi, bo przynajmniej bez stresu mogę jeździć samochodem. Zdążyłam też go odpowiednio wykorzystać artystycznie, no ale jednak jak był śnieg to by był klimat. A tak.. jak świnka morska, ni to świnka, ni to morska. Niby zima, ale nie zima. Wolałabym, żeby przyszła już wiosna.. Wyczekiwana. Ukochana. Żeby wróciły kwiaty, za którymi znów bardzo tęsknię, ale przede wszystkim żeby wróciło słońce. No ale ale, już bliżej niż dalej!
Co tam u mnie? A dobrze. Żyję. Mam się dobrze.
Zaliczam sobie studia pomału.
Robię całkiem sporo zdjęć. (5 /16 zaplanowanych - efekty niebawem na blogu)
Byliśmy z K. w BWA na wystawie Beksińskiego.
Byliśmy na prelekcji ks. Pawlukiewicza.
Widzieliśmy w kinie Bonda i Gwiezdne Wojny :D
Udało mi się schuść póki co 5 kg.
Zostałam szeryfem na Odysei Umysłu w Poznaniu.
Nauczyłam się trochę lepiej gotować.
Ścięłam i odżywiłam włosy. Co prawda w długich mi lepiej, ale szybko mi rosną ;)
A grunt, żeby były zdrowe i rosły... równo. :P
No i się wysypiam.
A i jeżdżę autkiem <3 co poprawia mi humor bałdzo!
Dużo też spaceruję, turlam się na piłce z Ewką i (zamierzam) pływać, jak tylko zrobi się cieplej.
Pomijam fakt, że niesamowicie bardzo niecierpliwie czekam na maj, żeby już było cieplej
i żebym mogła bez większego zimna, dojeżdżać sobie na uczelnię rowerem <3
To tak z cieńsza, grubsza i ogólnie.
Generalnie żyć się chce :)
Zapowiada się pracowity semestr. Ostatni na UKW.
Ostatni w Bydgoszczy. Coś czuję, że zapamiętam go na długo ;)
* * *
Ostatnio udało mi się również popróbować różnych nowych rzeczy.
I z takich najbardziej szalonych i nowoczesnych - udało mi się zrobić ciastka wegańskie, które serdecznie polecam. Co prawda K. nie smakowały, ale mi owszem :D
Przepis znajdziecie na blogu Lisia Kawiarenka, bo stamtąd właśnie go próbowałam.
A dokładniej są to ciastka czekoladowe z awokado - bezglutenowe i wegańskie.
zdjęcie własności lisia-kawiarenka.blogspot.com
Nie chcę wklejać przepisu na ciasteczka - wejdźcie w link i zobaczcie sami :>
W międzyczasie udało mi się też zrobić babeczki z kremem czekoladowym, racuchy z jabłkami i pierwszy raz od roku - cudną tartę Tatin.
Nie pamiętam skąd moja siostra wzięła przepis na tę tartę, ale po przerobieniu wpisałam go od razu w swój Przepiśnik, (w którym trzymam wszystkie najlepsze przepisy - serio, skarb! Każda dorastająca kobieta powinna sobie stworzyć coś takiego!) i teraz chętnie z niego korzystamy.
Możliwe, że za niedługi czas dodam tu jej przepis, jak już będę miała - lub odnajdę stare - zdjęcia tego cudeńka.
* * *
Na koniec dorzucam Wam jeszcze parę nowo odkrytych przeze mnie piosenek, które wpadły mi w ucho.
A i jeszcze dorzucam parę zdjęć liźniętego tylko Gdańska.
A za tydzień Poznań <3 i będzie się działo!









Komentarze
Prześlij komentarz